Podział majątku a udziały w spółce z o.o.

Monika Zawiejska        02 września 2016        Komentarze (0)

Zdarza się, że jeden z małżonków jest wspólnikiem w spółce z o.o. podobnie jak jeden z moich klientów, który zwrócił się do mnie z zapytaniem: Czy w momencie podziału majątku wspólnego  udziały w tej spółce również będą dzielone w drodze podziału majątku? I czy jest dla niego jakaś „furtka” jako małżonka – wspólnika w spółce z o.o., który będąc silnie skonfliktowany z byłą partnerką, w związku z bardzo wyczerpującym rozwodem z „wgryzaniem się w aortę” w tle – w tym zakresie dzielić się akurat nie chce? „Furtka” jest, o czym poniżej.

Niemniej po kolei – otóż udziały jednego z małżonków w spółce z o.o. oraz w spółce jawnej (a więc także idące za tym udziałem zyski) są objęte podziałem majątku wspólnego.

Jeżeli wkład jednego z małżonków do spółki cywilnej przekształconej w spółkę jawną pochodzi z majątku objętego wspólnością majątkową małżeńską, do majątku tego należy wierzytelność z tytułu nakładu, którym pokryto wkład. Wysokość tej wierzytelności ustala się według reguł obowiązujących przy obliczaniu wartości udziału kapitałowego w przypadku wystąpienia wspólnika ze spółki jawnej.

Jeżeli zatem jeszcze w trakcie małżeństwa nie wprowadziliście między sobą rozdzielności majątkowej, a udział nie został nabyty ze środków wchodzących w skład majątku odrębnego, niemal pewne jest, że Twój małżonek bądź Ty nabyliście udział w spółce ze środków należących do majątku wspólnego. Pamiętajmy, że zgodnie z art. 31 § 1 kro do majątku wspólnego należą przedmioty majątkowe nabyte przez oboje lub jednego z małżonków w czasie trwania wspólności ustawowej. Naturalną konsekwencją jest więc, że udział ten zostanie przez sąd uwzględniony przy podziale Waszego wspólnego majątku.

Jest w orzecznictwie Sądu Najwyższego „furtka” dla tego z małżonków, który nie chciałby się dzielić w zakresie udziałów w spółce z o.o. Otóż, „należące do majątku wspólnego udziały w spółce z o.o., której wspólnikiem jest tylko jeden z byłych małżonków mogą być podzielone pomiędzy byłych małżonków, a więc także przypaść temu ze współuprawnionych, który nie jest wspólnikiem, o ile w umowie spółki nie zawarto przewidzianego zastrzeżenia ograniczającego lub wyłączającego wstąpienie do tej spółki współmałżonka wspólnika (por. Postanowienie Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 31 stycznia 2013 r., sygn. akt: II CSK 349/2012)

Dla jasności należy jednak pamiętać, że małżonek wspólnika w spółce z o.o. sam nie jest wspólnikiem. Nie ma więc prawa głosu, nie ma prawa udziału w zgromadzeniu wspólników.

Zadośćuczynienie za utrudnianie kontaktów z dzieckiem

Monika Zawiejska        30 sierpnia 2016        Komentarze (0)

Niestety klasykiem gatunku jest ostatnio wręcz codzienna sytuacja w mojej pracy zawodowej, kiedy jedno z rodziców, u którego na stałe przebywa dziecko, utrudnia lub uniemożliwia kontakty drugiego rodzica z małoletnim, nie wykonując w ten sposób lub wykonując niewłaściwie orzeczenie sądu o kontaktach. Dziecko staje się instrumentem manipulacji pomiędzy rodzicami.

Mówię w szczególności o sytuacji, w której wykonywanie kontaktów z dzieckiem zostało uregulowane przez sąd, czyli albo w drodze ugody zawartej przed sądem albo w drodze orzeczenia sądowego. Regulacje, o których mowa poniżej, nie będą miały zastosowania wtedy, gdy rodzice między sobą po prostu „dogadali się”, że przykładowo co drugi weekend dziecko będzie spędzało z danym rodzicem. W takiej sytuacji najpierw trzeba będzie wystąpić do sądu z wnioskiem o uregulowanie tychże kontaktów.

Pamiętaj, że masz prawo do kontaktowania się ze swoim dzieckiem, niezależnie od tego, jak kształtuje się kwestia Twojej władzy rodzicielskiej w stosunku do tego dziecka. Kontakty i władza rodzicielska to dwa odrębne zagadnienia. Co możesz zrobić, gdy drugi rodzic utrudnia lub uniemożliwia Ci kontakty z dzieckiem?

  1. ZAGROŻENIE NAKAZEM ZAPŁATY

Wniosek o zagrożenie nakazem zapłaty składa się do sądu opiekuńczego miejsca zamieszkania lub pobytu dziecka.

W takiej sytuacji sąd zagrozi osobie utrudniającej kontakty nakazaniem zapłaty na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem oznaczonej sumy pieniężnej za każde naruszenie obowiązku. Na tym etapie sąd wskaże, że na przykład każde utrudnienie wykonywania kontaktów z dzieckiem będzie zagrożone zapłatą 150 złotych na rzecz drugiego rodzica.

Co ważne, przed nowelizacją przepisów w tym zakresie rodzica zobowiązać można było do zapłaty grzywny na rzecz Skarbu Państwa. Teraz wskazana przez sąd suma pieniężna ma być zapłacona po prostu drugiemu rodzicowi.

  1. NAKAZ ZAPŁATY

Jeżeli pomimo zagrożenia nakazem zapłaty jedno z rodziców w dalszym ciągu utrudnia realizowanie kontaktów drugiego rodzica z dzieckiem, sąd opiekuńczy nakazuje mu zapłatę należnej sumy pieniężnej, ustalając jej wysokość stosownie do liczby naruszeń.

Co istotne prawomocne postanowienie sądu, w którym nakazano zapłatę należnej sumy pieniężnej, jest tytułem wykonawczym bez potrzeby nadawania mu klauzuli wykonalności. Oznacza to, że mając takie postanowienie możesz udać się od razu do komornika celem egzekucji sumy pieniężnej wynikającej z treści postanowienia.

Pamiętaj, że zagrożenie nakazaniem zapłaty sumy pieniężnej może być zamieszczone już w postanowieniu ustalającym kontakty. Takie rozwiązanie zaoszczędzi Tobie czasu później, gdy druga strona rzeczywiście nie będzie wykonywać orzeczenia sądu (np. nie wydając dziecka w określonych porach/dniach/godzinach).

Lato, lato wszędzie :-)

Monika Zawiejska        25 sierpnia 2016        Komentarze (0)

Witam wakacyjnie!

Opóźnienia w ostatnim tygodniu w pisaniu postów i odpowiadaniu na emaile wynikają z faktu, że technicznie ciężko to zrobić, wspinając się po lodowcu i zdobywając norweskie szczyty, co  niniejszym czynię 🙂

Pozdrawiam Wszystkich z bajecznego królestwa trolli i fiordów !

20160824_113738_resized_1 20160824_123600_resized_2 (2)20160824_113748_resized_2

„Rozwód kościelny”, czyli reformy papieża Franciszka.

Monika Zawiejska        19 sierpnia 2016        Komentarze (0)

Kilka dni temu przy okazji porady dotyczącej rozwodu cywilnego klientka zapytała mnie także o procedurę związaną z „rozwodem kościelnym”.  Obecnie, po reformie „rozwodowej” wprowadzonej przez papieża Franciszka, najbardziej radykalnej od bagatela trzech stuleci, unieważnienie małżeństwa „kościelnego” ma być łatwiejsze i szybsze niż dotychczas. Mówiąc o „rozwodzie kościelnym” posługuję się oczywiście skrótem myślowym, gdyż taki termin nie jest obecny w prawie kanonicznym. Możliwe jest natomiast stwierdzenie nieważności małżeństwa przed sądem kościelnym.

Przede wszystkim do unieważnienia małżeństwa kanonicznego aktualnie wystarczy orzeczenie sądu kościelnego I instancji (a nie II instancji, jak do tej pory).

Krok po kroku, w skrócie cała procedura wygląda następująco:

  1. Udaj się do właściwej kurii i złóż tam wniosek o unieważnienie małżeństwa (tzw. skarga rozwodowa, składana bez konieczności uiszczania opłat) – opisujesz przebieg małżeństwa, podając minimum 3 świadków oraz wskazujesz, dlaczego chcesz unieważnić swoje małżeństwo
  2. W kurii rozpocznie się postępowanie w Twojej sprawie (przed tzw. Sądem biskupim) – to postępowanie jest już płatne, ale w tej kwestii musisz dokładnie dowiedzieć się u swojego proboszcza. Zmiany wprowadzone przez papieża Franciszka mają spowodować, że postępowanie to teoretycznie trwać powinno do 45 dni – w praktyce postępowanie w sprawie unieważnienia małżeństwa trwało od roku do trzech lat w I instancji– wszystko zależy jednak raczej od tego, jak duża jest Twoja diecezja i ile wniosków o unieważnienie do niej wpływa;
  3. Sąd biskupi wydaje w Twojej sprawie wyrok (jako sąd I instancji). Jeżeli orzeczenie to nie zostanie zaskarżone, staje się wykonalne i nie ma już konieczności prowadzenia postępowania przed sądem II instancji

W skardze rozwodowej musisz wykazać, że już w chwili zawarcia małżeństwa istniała niepodważalna przyczyna jego nieważności (czyli np. choroba psychiczna małżonka). Potocznie nazywane „rozwodem kościelnym” jest tak naprawdę unieważnienie małżeństwa – rezultatem procesu będzie wskazanie, że Wasze małżeństwo nigdy nie zostało ważnie zawarte, a zatem nigdy nie istniało.

Zmiana religii przesłanką rozwodu z winy małżonka?

Monika Zawiejska        17 sierpnia 2016        Komentarze (0)

W wielu mediach powtarzana jest od lat mityczna statystyka, że ponad 90% Polaków to katolicy. Twierdzenie raczej mocno naciągane, skoro wg danych z samego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego naprawdę praktykujących katolicyzm Polaków jest obecnie w Polsce 13 %.

Pewnie gdyby tak zastąpić chrzest niemowlęcia nieco bardziej świadomą decyzją o byciu członkiem kościoła podejmowaną przez osiemnastolatka, okazałoby się, ilu jest wiernych.

Czasami jednak są sytuacje, kiedy nawet ludzie dojrzali, po wielu latach zmieniają zdanie w kwestii wiary.

Ostatnio spotkałam się z ciekawymi sprawami rozwodowymi związanymi ze zmianą wyznania przez jednego z małżonków. Dwoje młodych ludzi pobrało się w obrządku katolickim. Minęło parę lat. Urodziły się dzieci. Po jakimś czasie jedno z małżonków postanowiło zmienić wyznanie, przechodząc raczej niestandardowo w naszym kraju na…islam.

W kolejnej sprawie rozwodowej jeden z małżonków, po kilku latach funkcjonowania jako katolik, wychowując w tej wierze dwoje dzieci, wbrew woli małżonki postanowił oficjalnie wystąpić z kościoła.

Pojawiło się pytanie, czy małżonka tak postępującego można obarczyć winą za rozpad związku?

Okazuje się, że tak.

Zmianę wyznania przez jednego z małżonków, zmianę wyznania dzieci bez akceptacji drugiego z małżonków, można uznać za zawinienie w rozkładzie pożycia małżeńskiego, zwłaszcza gdy ze zmianą jest też związana zmiana tradycji rodzinnych i gdy powstała w związku z tym sytuacja ma wpływ na pożycie małżeńskie. Takie stanowisko popiera również Sąd Najwyższy wskazując, że „Zmiana religii przez jednego z małżonków może być – w konkretnych okolicznościach – uznana za zawinioną przyczynę rozkładu pożycia małżeńskiego” (Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 25 sierpnia 2004 r. IV CK 609/03). W tym konkretnym przypadku jedno z małżonków zaczęło sympatyzować z członkami Stowarzyszenia Świadków Jehowy, co negatywnie odbijało się tak na drugim małżonku, jak i na pozostałych członkach rodziny.