Pozbawienie władzy rodzicielskiej za niepłacenie alimentów

Monika Zawiejska        21 czerwca 2018        Komentarze (1)

Darek i Ewa, rodzice małoletniej Julki rozstali się we względnej zgodzie. Po rozstaniu Darek wyjechał do pracy za granicę. Od tego czasu matka dziewczynki nie miała z nim kontaktu. Rodzina Darka udawała, że nie zna jego adresu, a numer telefonu komórkowego, z którego korzystał w Polsce, przestał być aktywny. Przestały także wpływać alimenty zasądzone od ojca na rzecz Julki. Jednym słowem pan Darek przepadł. Minął rok. Mama dziecka zdecydowała się na złożenie wniosku o pozbawienie Darka władzy rodzicielskiej, bo związała się z nowym partnerem i zaangażowała w tworzenie nowej rodziny. Przed pierwszą rozprawą opalony, uśmiechnięty Darek zawitał do domu Julki, proponując spontanicznie córce wypad na lody.

Jakie są szanse na pozbawienie dłużnika alimentacyjnego władzy rodzicielskiej nad dzieckiem?

Teoretycznie zachowanie Darka można jak najbardziej zakwalifikować jako rażące zaniedbywanie obowiązków względem dziecka i zgodnie z przepisami kodeksu może być podstawą do pozbawienia władzy rodzicielskiej. Tyle w teorii. W praktyce, jeżeli rodzic wykazuje choćby minimalne zainteresowanie sytuacją dziecka i nie zagraża jego dobru – pozbawienie władzy rodzicielskiej jest bardzo trudne.

Sądy rzadko pozbawiają rodzica władzy rodzicielskiej, bo jest to poważna ingerencja w sytuację dziecka i jako taka musi być naprawdę dobrze umotywowana. Poza tym sama niealimentacja może się okazać niewystarczająca dla stwierdzenia, że dobro dziecka jest zagrożone w stopniu uzasadniającym pozbawienie władzy.

Trudno jest również wykazać, że rodzic nie uiszczał alimentów dlatego, że nie chciał, a nie dlatego, że nie miał z czego. Pomocny w takiej sytuacji mógłby być wyrok karny, na mocy którego rodzic został skazany za przestępstwo niealimentacji. Nie łudź się jednak, że sam wyrok skazujący załatwi sprawę. W stanie prawnym po nowelizacji kodeksu karnego z 2017 roku o wiele łatwiej jest skazać kogoś za niepłacenie alimentów, niż pozbawić go władzy rodzicielskiej.

Częściej sądy orzekają o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Na czym może ono polegać? Na przykład na pozostawieniu rodzicowi prawa do decydowania tylko o niektórych sprawach w życiu dziecka np. o wyborze szkoły, zawodu, miejsca zamieszkania lub sposobie leczenia. Jeżeli rodzic przejawia również inne niewłaściwe zachowania, rozstrzygnięcia Sądu mogą być o wiele bardziej kreatywne. Spotykane są ostatnio postanowienia, na mocy których rodzic jest zobowiązany do podjęcia psychoterapii mającej na celu korektę jego postawy rodzicielskiej albo zabrania mu się wypowiadania negatywnych treści o innym członku rodziny.

Rozstrzygnięcia dotyczące władzy rodzicielskiej pozostają bez wpływu na obowiązek alimentacyjny rodzica. Często władza rodzicielska nad dzieckiem trwa krócej niż obowiązek alimentacyjny, bo ta pierwsza ustaje wraz z osiągnięciem przez dziecko pełnoletniości, podczas gdy obowiązek alimentacyjny trwa tak długo, jak długo dziecko nie może utrzymać się samodzielnie.

Mój syn nie jest moim dzieckiem – czyli zaprzeczenie ojcostwa po latach

Monika Zawiejska        15 czerwca 2018        Komentarze (1)

Co zrobić, kiedy po latach okazuje się, że dziecko, które uważałeś za własne, okazuje się nie być Twoim biologicznym potomkiem?

Iza w trakcie kłótni ze swoim mężem Andrzejem wykrzyczała mu, że dwunastoletni Tomek nie jest jego synem. Wprawdzie niemal natychmiast wycofała się z tej deklaracji, zapewniając męża, że „tylko żartowała”, jednak ziarno wątpliwości zostało w Andrzeju zasiane. Faktycznie bowiem rudy, niebieskooki Tomek jakoś nie przypominał ojca, kruczoczarnego bruneta.  Przy najbliższej okazji Andrzej zabrał syna na pobranie próbek do badania DNA pod pretekstem zbadania migdałków. Jego najgorsze obawy się potwierdziły – Tomek nie był jego biologicznym synem.

Abstrahując od dylematów emocjonalnych – jak to uregulować prawnie?

I tu pewnie największe zaskoczenie: z własnej inicjatywy po tylu latach Andrzej nie może wnieść pozwu o zaprzeczenie ojcostwa.

Tego rodzaju pozew można złożyć tylko w terminie sześciu miesięcy od momentu dowiedzenia się przez męża matki o urodzeniu dziecka, czyli najczęściej termin ten upływa, kiedy niemowlę kończy sześć miesięcy. To, kiedy mężczyzna dowiedział się, że nie jest biologicznym ojcem, nie ma najmniejszego znaczenia z punktu widzenia prawa.

Co zatem możesz zrobić, kiedy Twoje dziecko już dawno radzi sobie bez pieluchy, a była małżonka z satysfakcją wyznaje Ci, że płacisz alimenty na cudzego potomka, z którym w dodatku nie masz na przykład kontaktu?

Możesz złożyć wniosek do prokuratora, by w Twoim imieniu wystąpił z pozwem o zaprzeczenie ojcostwa. Prokuratora nie wiąże termin sześciomiesięczny w tego rodzaju sprawach. Twój wniosek zainicjuje całą procedurę zbadania sytuacji i nie pozostanie bez odpowiedzi. Najpewniej w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy Ty i matka dziecka zostaniecie najpierw wezwani do prokuratury.  Prokurator wniesie pozew w Twoim imieniu, o ile uzna, że jest to zgodne z dobrem dziecka i przemawia za tym interes społeczny.

Co do zasady przyjmuje się, że w interesie dziecka leży to, aby jego prawne pochodzenie było zgodne z pochodzeniem biologicznym. Zatem z dużym prawdopodobieństwem możesz liczyć na to, że prokurator wytoczy powództwo w Twoim imieniu, o ile w sprawie nie zachodzą nadzwyczajne okoliczności. Jedną z nich może być przykładowo sytuacja, w której od początku wiedziałeś, że dziecko, które wychowujesz wraz ze swoją żoną, nie jest Twoje. Należy jednak pamiętać, że każdy przypadek prokurator będzie badał indywidualnie.

Co ciekawe, jeżeli już raz Twoje powództwo zostało oddalone tylko z tego powodu, że przekroczyłeś sześciomiesięczny termin na złożenie pozwu, prokurator może je w Twoim imieniu złożyć powtórnie.

Pamiętaj również, że nawet jeżeli Twoje ojcostwo zostanie skutecznie zaprzeczone, nie będzie Ci przysługiwało roszczenie o zwrot alimentów uiszczonych na rzecz dziecka do momentu wydania orzeczenia o zaprzeczenie ojcostwa.

To moje, a to twoje, czyli rozliczenie konkubinatu

Monika Zawiejska        30 maja 2018        Komentarze (0)

Rozliczenie konkubinatu budzi zwykle sporo emocji. Podobnie było w tym przypadku. Grzegorz i Karolina, para żyjąca w konkubinacie od ponad 3 lat – kupili razem samochód. On zapłacił 95% procent ceny, jego narzeczona dołożyła się do skórzanych pokrowców na fotele. Umowę kupna podpisali oboje, wychodząc z założenia, że w końcu wkrótce planowali ślub i stworzenie rodzinnego „gniazda”. Krótko przed ślubem Karolina zerwała zaręczyny. Oprócz zwrotu pierścionka Grzegorz zażądał od niej wydania mu samochodu albo zwrotu całej ceny, jaką zapłacił za pojazd.

Czy ma do tego prawo?
W ludzkim odruchu chciałoby się odpowiedzieć: jasne, oczywiście! Przepisy kodeksu cywilnego przewidują jednak zgoła inne rozwiązanie.
Pamiętaj, że konkubinat nie jest uregulowany w żadnym akcie prawnym. Do rozliczenia konkubinatu stosuje się zazwyczaj przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu lub przepisy o zniesieniu współwłasności, kiedy okoliczności sprawy wskazują, że właśnie one dla danej sprawy będą odpowiednie.
Byłe pary właśnie w toku sprawy o zniesienie współwłasności dokonują podziału ruchomości, które nabyły w trakcie trwania związku – czyli najczęściej samochodów, sprzętu RTV i AGD, mebli, serwisów, na widelcach kończąc – czyli wszystkiego, co przez lata zgromadzili. Jeżeli oboje są współwłaścicielami nieruchomości – w tym trybie również mogą dokonać jej podziału. Często jednak jest tak, że mieszkanie, czy dom były własnością wyłącznie jednego z partnerów, a drugi zainwestował w jego remont i trwałe elementy wyposażenia, a po ustaniu konkubinatu oczekuje, że jego nakłady zostaną mu zwrócone.

W takim przypadku znajdą zastosowanie przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu, a stronie, która nie jest właścicielem nieruchomości, będzie przysługiwało roszczenie o zapłatę.
W przypadku Grzegorza i Karoliny nie ma wątpliwości, że sąd w toku postępowania dokona zniesienia współwłasności. Para nabyła rzecz wspólnie, oboje podpisywali umowę, razem z samochodu korzystali. W takim przypadku przyjmuje się tak zwane domniemanie prawne, zgodnie z którym ich udziały w rzeczy były równe. Co to oznacza w praktyce?
Otóż Grzegorz może domagać się od Karoliny zwrotu zaledwie połowy wartości samochodu, a nie 95% procent jego wartości, które zainwestował w kupno pojazdu. Pamiętaj jednak, że jeśli strony udowodnią, że ustalenia pomiędzy nimi co do własności pojazdu były inne, domniemanie można będzie ławo obalić. Jak to wykazać? Najprościej jest już na etapie kupna samochodu wskazać, kto w jakiej części sfinansował jego zakup i w jakiej części jest jego właścicielem. Jeśli takiej umowy nie zawrzesz na piśmie, najprawdopodobniej w toku procesu będziesz musiał posłużyć się innymi środkami dowodowymi, takimi jak na przykład dowód z zeznań świadków.
Musisz wiedzieć jednak, że rozliczenie konkubinatu to nie to samo, co podział majątku po rozwodzie. Może się zdarzyć, że nie uda Ci się rozliczyć z Twoim byłym partnerem w jednym postępowaniu, choćby dlatego, że sprawy o zniesienie współwłasności są sprawami nieprocesowymi, a sprawy o zwrot korzyści z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia toczą się w trybie procesowym. Tych dwóch trybów nie da się połączyć, w związku z czym mogą Cię czekać dwa osobne procesy.

Rozwód na pierwszej rozprawie?

Monika Zawiejska        20 maja 2018        3 komentarze

Rozwód na pierwszej rozprawie jest oczywiście możliwy. Jeżeli nie chcesz dochodzić w toku procesu winy współmałżonka, to twoje szanse, że tylko raz będziesz musiał pojawić się w sądzie – gwałtownie rosną, choć naturalnie do tanga trzeba dwojga… Zdarza się jednak, że coś pójdzie nie tak i na rozprawę będziecie wzywani kilkukrotnie, mimo że można było tego uniknąć i teoretycznie udało się wypracować z małżonkiem porozumienie. Na co zwrócić uwagę, by zwiększyć swoje szanse na szybki rozwód?

  1. Wskaż w pozwie o rozwód świadka, który ma zeznawać odnośnie sytuacji małoletnich dzieci

Sąd musi zadbać o dobro dziecka. W przypadku bezdzietnych małżeństw postępowanie dowodowe w sprawie rozwodowej może ograniczyć do przesłuchania wyłącznie Ciebie i Twojego współmałżonka. Jeśli jednak macie małoletnie dzieci, to Sąd musi przeprowadzić chociażby jeszcze jeden dowód, na okoliczność, czy rozwód nie sprzeciwia się dobru Waszych dzieci. Najlepiej, jeżeli w pozwie wskażesz od razu dane świadka, który mógłby zeznawać na tę okoliczność. Może to być siostra, matka, opiekunka, ktokolwiek – jeden warunek: osoba ta zna dobrze Wasze dzieci. Ten świadek nie będzie zeznawać o szczegółach Waszego życia małżeńskiego, a jedynie zaświadczy o tym, jak dziecko przeżywa rozstanie rodziców i czy wie, co się właśnie pomiędzy nimi dzieje. Sąd może wezwać tego świadka razem z Wami na pierwszy termin rozprawy.

2.  Nie pomyl adresu strony pozwanej!

Kwestia prozaiczna i oczywista aż do bólu, a jednak taki błąd się zdarza. Jeśli Twoja druga połowa spakowała walizki i przeprowadziła się, to przed złożeniem pozwu upewnij się, że adres, który posiadasz, jest nadal aktualny. Jeżeli podałeś adres, pod którym Twój małżonek już nie mieszka, może się zdarzyć, że dopiero na rozprawie Sąd zorientuje się, że przesyłka zawierająca pozew wróciła do Sądu z adnotacją „nie podjęto w terminie”. W takim wypadku zostaniesz zobowiązany do podania prawidłowego adresu i stracisz kilka tygodni

3.  Macie dzieci? Ustal zatem z małżonkiem kwestie dotyczące kontaktów, władzy  rodzicielskiej i alimentów jeszcze przed rozprawą.

Jeżeli tego nie zrobicie, to czekają Was trudne negocjacje w toku rozprawy, a w najgorszym przypadku skierowanie sprawy do biegłego, który za Was wskaże, jak powinny wyglądać kontakty rodzica z dzieckiem. Sąd będzie też dążył do ustalenia wysokości waszych dochodów, żeby ustalić jakie alimenty powinny być zasądzone, co również wydłuży całe postępowanie.

4.  Jasno podaj w pozwie swoje stanowisko.

Pamiętaj, że Sąd w wyroku rozwodowym musi zawrzeć kilka niezbędnych elementów. Jest zobowiązany orzec, czy rozwiązuje Wasze małżeństwo bez orzekania o winie, czy z winy jednej ze stron (lub obojga), musi ustalić komu powierza władzę rodzicielską i z kim będzie mieszkało dziecko, a także orzec o alimentach, kontaktach z dzieckiem (chyba że oboje tego nie chcecie) i o sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania. Dobrze, jeśli już w pozwie zawrzesz swoje stanowisko odnośnie tych wszystkich kwestii. Jeśli na rozprawie okaże się, że Sąd Cię zaskoczył i nie wiesz, jakiego rozstrzygnięcia żądasz, to proces może się w tym dniu nie zakończyć. Sąd zakreśli Ci termin na zajęcie stanowiska i wyznaczy kolejną rozprawę w najlepszym razie za kilka tygodni, a realnie – miesięcy.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszego posta, zakładam sportowe buty i ruszam pobiegać!

Dopóki w Waszym małżeństwie istnieje wspólność majątkowa –  w świetle prawa żadne z Was zasadniczo nie jest zobowiązane oddawać czegokolwiek temu drugiemu. Oboje też odpowiadacie za Wasze długi.

Jest kilka sposobów, aby to zmienić.

Możecie poczekać na uprawomocnienie się wyroku rozwodowego – co czasami może trwać latami. Możecie też sporządzić stosowną umowę majątkową u notariusza albo złożyć w sądzie pozew o ustanowienie rozdzielności majątkowej.

Czym różni się rozwiązanie drugie od trzeciego? Poniżej kilka zasadniczych różnic.

  1. Umowę małżeńską majątkową u notariusza możecie zawrzeć w każdym momencie. Również wtedy, kiedy Wasze małżeństwo przechodzi renesans. Z kolei rozdzielność przed Sądem orzekana jest wyłącznie z ważnych powodów. Najczęściej ma to miejsce wówczas, gdy Wasz związek ma się ku końcowi, zamieszkujecie osobno i nie konsultujecie już ze sobą decyzji finansowych.
  2. Na rozdzielność u notariusza musicie wyrazić zgodę oboje – akt notarialny ma formę umowy, a jak to bywa z umowami – „do tanga trzeba dwojga”. Z kolei wyrokiem sądowym zaprowadza się przymusowy ustrój majątkowy, co w praktyce oznacza, że jeżeli wykażesz, że zaistniały ustawowe przesłanki ustanowienia rozdzielności – to strona pozwana niewiele będzie mogła wskórać.
  3. Sąd może orzec rozdzielność z datą wsteczną, podczas gdy notariusz tego zrobić nie może.

Zasadniczo datą orzeczenia rozdzielności majątkowej jest data wniesienia pozwu do Sądu. Możesz jednak domagać się orzeczenia jej z datą wcześniejszą, jeśli zaszły wyjątkowe okoliczności np. od dawna nie mieszkacie razem. I tutaj ważne pytanie: po co i dlaczego z datą wsteczną? Otóż warto starać się o takie orzeczenie, kiedy prowadzicie osobne budżety i to Ty pokrywasz z własnej pensji wydatki, które powinny być uiszczane wspólnie np. spłacasz kredyt mieszkaniowy. Podobnie, jeśli domyślasz się, że Twoja druga połowa zaciągnęła jakiś kredyt bez Twojej zgody i wiedzy, w czasie kiedy byliście małżeństwem już tylko „na papierze”. Jeśli nie chcesz być współodpowiedzialnym za ten dług, rozdzielność majątkowa z datą wsteczną może Cię przed tym uchronić.

Pamiętaj, że pozew o ustanowienie rozdzielności z datą wsteczną możesz złożyć aż do dnia uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Po prawomocnym orzeczeniu rozwodu jest na to już za późno.

  1. Sądowe zniesienie wspólności majątkowej wywołuje skutki wobec osób trzecich, a notarialne nie.

To znaczy, że małżonek może powoływać się względem wierzycieli na umowne ustanowienie rozdzielności tylko wtedy, gdy zawarcie takiej umowy było wierzycielom wiadome. Takiego obostrzenia nie ma w przypadku rozdzielności orzeczonej przez Sąd – wierzyciele nie będą mogli dochodzić należności od drugiego małżonka powstałych już po orzeczeniu rozdzielności, niezależnie od tego, czy wiedzieli, że takie orzeczenie zapadło, czy nie.

  1. Postępowanie przed sądem zazwyczaj jest nieco tańsze. Wpis sądowy wynosi 200 zł. U notariusza przyjdzie zapłacić Ci kilkaset złotych więcej – natomiast sprawę załatwisz od ręki.